|
Większość z nas ofiar seksualnego
wykorzystania przez księży katolickich to ludzie bardzo
mocno związani z kościołem i wiarą katolicką. Ludzie
"wychowani" przy kościele. Minęły wprawdzie już czasy,
kiedy bycie ministrantem w Polsce, oznaczało publiczne
jakby oświadczenie czy wypowiedzenie się po stronie
kościoła. A nie było to bynajmniej wcale łatwe,
ponieważ mogło oznaczać pomniejszenie szans nie tylko
danej osoby, ale całej rodziny,
na większe możliwości zawodowego
awansu czy korzystania z wielu przywilejów, jakie niosło
za sobą zachowywanie bierności w stosunku do kościoła.
Zawsze
jednak pryncypium pozostało to samo - ministrant to
chłopiec posiadający prawdziwą, niczym nieprzymuszoną
wiarę w to, co Kościół Katolicki reprezentuje.
Będąc dzieckiem oczywiście nie rozumiałem pewnych
zależności, czy układów społeczno - politycznych a zapisanie się do grona ministrantów
traktowałem, po prostu, jako coś dobrego, coś - co podoba się Bogu
i mojemu bardzo wierzącemu Ojcu. W mojej rodzinie
kościół i księży traktowało się ze szczególnym
poszanowaniem. Ojciec nieustannie wygłaszał "kazania" na
tematy księży, podając przykłady ich uczciwości,
nienagannego życia, poświęcenia się Bogu.
Twierdził, że
ksiądz... “Jest jak Jezus -
bo naucza jak Jezus nauczał".
Było niemożliwością, aby w jego obecności ktokolwiek
mógł wyrażać inne zdanie o księżach niż to "oficjalne”,
czyli - jego zdanie, tylko z jego punktem widzenia.
Wychowywany w takiej atmosferze domowej darzyłem
ogromnym zaufaniem tych, co byli blisko ołtarza i
oczywiście moim marzeniem było - być tego ołtarza jak
najbliżej.
"Sam Bóg mieszka w tabernakulum"
- powtarzał mój Ojciec, a ja wierzyłem każdemu jego
słowu.
Okazywany szacunek dla księży posunięty był tak daleko w
moim mieście, że starsi ludzie całowali czasami księży
w rękę w przyklęknięciu a oni wcale się bynajmniej za
to nie obrażali - mówiąc wprawdzie coś w rodzaju... nie
trzeba, nie trzeba - podsuwali swoje ręce do
przyjmowania tego wyrazu największego szacunku.
Pamiętam, z jakim zaufaniem odpowiedziałem księdzu
Piotrowi Skurze - proboszczowi parafii zakroczymskiej -
kiedy zapytał mnie o to czy ksiądz Maciaszek "lubi"
chłopców.
Z jaką chęcią, ulgą i zaszczytem to uczyniłem.
Wierzyłem, że ksiądz, któremu ufałem bezgranicznie
natychmiast pomoże nam ministrantom - którzy przecież
tej pomocy potrzebowaliśmy. Myślałem, że zorganizuje
spotkanie z rodzicami i wytłumaczy im, co się wydarzyło.
Nie było takiej możliwości abym mógł powiedzieć prawdę
mojemu Ojcu, myślałem, więc, że on ksiądz Proboszcz,
uczyni to na pewno i wszystko powróci do normalności.
Niestety, nic podobnego nigdy nie zaistniało.
Ksiądz Proboszcz Skura i kierownictwo diecezji płockiej
po zapoznaniu się z faktami przestępstw seksualnych
podwładnego im wikariusza parafii zakroczymskiej -
ZAMIAST POTĘPIĆ KSIĘDZA PEDOFILA - POTĘPIŁY NAS... MINISTRANTÓW.
Księdza pedofila za to, że dał się przyłapać -
przeniesiono do innej parafii - potępienie i prawdziwa
kara spotkała nas -
JEGO OFIARY.
Zawsze pamiętam te fakty ilekroć dochodzą do mnie
informacje o przestępstwach seksualnych księży i wyrazy
frustracji ofiar i ich rodzin powodowanej zachowaniem
administracji kościoła katolickiego, która niestety
nigdy nie uległa zmianie.
Postępowanie jest ciągle takie
same -
księdza przenosi się do innej parafii a ofiarę ucisza -
prosząc, lub grożąc wyklęciem z kościoła. Doniesienia z
całego świata potwierdzają te zachowania.
Po, mimo, że jestem ofiarą molestowania przez księdza
katolickiego - darzyłem nadal pewnym szacunkiem
administrację tego kościoła - mając cichą nadzieję, że to
tylko poszczególne osoby, (ten jedyny ksiądz, ten
jedyny biskup - jest tym niedobrym księdzem, niedobrym
biskupem) i nikt więcej. W miarę jednak czasu, po
bliższym przyjrzeniu się faktom szybko zmieniłem zdanie
na ten temat. Zrozumiałem, że biskupi znają doskonale
problem i ukrywają księży przestępców - stając się tym
samym przestępcami. Jest to niestety dobrze znany,
smutny - ale prawdziwy fakt.
W przypadku moim - niepotrzebne jest nawet przytaczanie
wydarzeń USA, katolickiej części Irlandii czy Australii.
W stosunku do mojej sprawy molestowania czy jak się to
nazywa
"sprawy zakroczymskiej"
postępowanie administracji jest identyczne.
Lekceważenie moich listów - oto odpowiedź administracji
kościoła katolickiego w Polsce.
W innych przypadkach, gdzie ofiary zdecydowały się na
powiadomienie biskupów diecezjalnych - postawa kościoła
katolickiego jest identyczna. Milczenie jest ich
odpowiedzią
Tak, więc ofiara pragnąca wysłuchania i przeprosin -
pozostaje na takim samym etapie załatwiania sprawy jak
przed wysłaniem listu powiadamiającego o przestępstwie
księdza. Z tą jednak różnicą, że zmienia to pozycję
obronną diecezji, która od tej pory zna dane personalne
ofiary - co pozwala na wywieranie różnego rodzaju
nacisków i tuszowania sprawy. Zwracanie się do biskupa
diecezjalnego czy Konferencji Episkopatu Polski z prośbą
o interwencję również niestety nie przynosi żadnego
skutku i może pogorszyć twoją sytuację.
W swoich działaniach powinieneś brać pod uwagę fakt, że
twój pogląd na sprawy molestowanie przez księdza jest
zupełnie inaczej odbierany przez administrację kościoła
katolickiego.
Dla nich jesteś tym, który ośmielił się wystąpić
przeciwko ogólnie przyjętemu i akceptowanemu przez nich
porządkowi.
Przekonali się o tym wiele razy wszyscy ci, którzy
odważyli się mówić otwarcie o przestępstwach księży -
tak jak ja to robię.
My ofiary seksualnego molestowania przez księży nie
rozumiemy często, że dla administracji kościoła list
powiadamiający o przestępstwach danego księdza nie jest
czymś, o czym oni nie wiedzą.
Prawdopodobnie wiedzieli
już o tym fakcie od bardzo dawna - nie chcą z pewnych
względów nic w tym kierunku uczynić żeby sytuację
zmienić.
Co powoduje, że nie widzą potrzeby ochrony
małoletnich przed deprawacją seksualną?.
Dlaczego tak się dzieje?
Odpowiedź pozostawiam tobie. Zapoznaj się z materiałem
zamieszczonym na tych stronach a dojdziesz sam do
konkluzji w tej kwestii.
Teraz, kiedy już przełamałeś w sobie ten "fałszywy
wstyd" i strach mówienia o tym, co cię spotkało - co
oznacza, że jesteś człowiekiem niesłychanie silnym -
należy przypuszczać, że potrafił będziesz wyegzekwować satysfakcję, na którą pewnie czekasz wiele
lat.
Pamiętaj jednak, że jest niezmiernie ważne abyś
rozpoczął ten proces w sposób taki, który nie
zaprzepaści twojej odwagi i nie zepchnie cię ponownie na
pozycję bezsilności.
Jeśli zdecydujesz się na kontakt z administracją
kościoła - nie rób tego bez obecności prawnika, któremu
ufasz.
Pamiętaj również, aby wybrany prawnik nie był
człowiekiem religijnym, ponieważ jego myślenie przez
pryzmat wiary - może utrudniać mu odpowiednie
zaangażowanie w twojej sprawie.
Ostateczna decyzja należeć powinna jedynie do ciebie -
powtarzam to nieustannie w rozmowach z ofiarami i nawet,
kiedy zdecydujesz się na kontakt z nami - nie oznacza
to, że jakiekolwiek działania podjęte zostaną bez twojej
zgody.
Życzę wytrwałości i gratuluję odwagi.
Pamiętaj, że dołączenie
do grona "przerywających
wyniszczające milczenie"
nie jest łatwym krokiem, ale do rozpoczęcia prawdziwej
terapii -
absolutnie niezbędnym.
Wincenty Szymański
RuchOfiarKsiezy.Org
Toronto, 07.
października 2007
|